
Trawnik, który jest podlewany i nawożony, a mimo to rzednie, żółknie i zarasta mchem, prawie zawsze ma ten sam problem: filc. To zbita warstwa obumarłej trawy, mchu i resztek pokosu tuż nad glebą, przez którą woda, powietrze i nawóz po prostu nie przechodzą. Cokolwiek wysypiesz na taki trawnik, zostaje na wierzchu.
Wertykulator nacina tę warstwę pionowymi nożami i wyciąga ją na powierzchnię. Aeracja idzie krok dalej — nakłuwa albo wycina kolumny gleby, dzięki czemu napowietrzenie sięga głębiej i znika zbicie gruntu. Na zaniedbanym trawniku najlepszy efekt daje kolejność: najpierw wertykulacja, potem aeracja.
Uprzedzamy uczciwie: tuż po zabiegu trawnik wygląda źle. Jest przerzedzony, miejscami przetarty do ziemi, cały pokryty wyczesanym filcem. To normalny etap. Po dwóch–trzech tygodniach darń zagęszcza się mocniej niż przed zabiegiem, a kolor wyraźnie się poprawia.
W ramach usługi zbieramy wyczesany materiał i możemy od razu dosiać trawę w przerzedzonych miejscach oraz nawieźć powierzchnię. Bez dosiewu i nawożenia przepada mniej więcej połowa efektu — samo wyczesanie filcu robi miejsce, którego nikt nie zajmuje.
