
Najczęstszy powód, dla którego nowy trawnik się nie udaje, to grunt, na którym go założono. Po budowie domu ziemia jest ubita ciężkim sprzętem, przemieszana z gruzem i piaskiem, a często przykryta cienką warstwą nawiezionej ziemi. Trawa wschodzi, po czym w pierwsze upały zamiera, bo korzenie nie mają się gdzie rozejść.
Glebogryzarka rozbija tę zbitą strukturę na głębokość 15–20 cm, mieszając i napowietrzając glebę. Praca, która szpadlem zajęłaby kilka dni, schodzi do jednego popołudnia — i, co ważniejsze, wychodzi równomiernie na całej powierzchni.
Robimy to w trzech typowych sytuacjach: przygotowanie gruntu pod nowy trawnik po budowie, coroczne przygotowanie warzywnika wiosną oraz likwidacja starego, zdegenerowanego trawnika przed ponownym siewem. W tym ostatnim przypadku darń zostaje rozdrobniona i wmieszana w glebę, gdzie działa jak nawóz.
Zanim wjedziemy, ustalamy przebieg instalacji — noże schodzą na 20 cm i nie zauważą płytko ułożonego kabla, rury czy linii nawadniania, dopóki ich nie przetną. Jeśli masz plan instalacji, przygotuj go na dzień pracy.
